23 maja 2015

Wystaw kolację na licytację


Kiedy wspólnie z M wpadliśmy na pomysł, by na licytację dla WOŚP wystawić zaproszenie do Naszego Stołu, prześcigaliśmy się w pomysłach, co by tu wymyślić, by uczynić nasze zaproszenie wyjątkowo atrakcyjnym. Mając w pamięci wyjątkową kolację w Restaurant Gordon Ramsay postanowiliśmy, że naszych tajemniczych gości nakarmimy i napoimy najlepiej jak potrafimy. Swoim zwyczajem poczyniliśmy standardowy podział obowiązków, ja skupiłam się na kuchni, M zabrał się za wino. Postanowiliśmy, że motywem przewodnim naszego spotkania będą pary idealne, a do ich tworzenia zaprosiliśmy przyjaciół z The Fine Food Group, którzy na winie znają się nawet bardziej niż M ;). Po długich debatach menu można było przedstawić światu, kolacja poszła za "masakrycznie" dobrą cenę, a my z niecierpliwością czekaliśmy na kulinarną randkę w ciemno. W końcu, w ostatnią sobotę po dwóch dniach gotowania i solidnego chłodzenia wina do naszego stołu zasiedli Andrzej i Robert, a długo oczekiwane spotkanie mogliśmy z przyjemnością uczcić kieliszkiem Proseco Valdobbiane Superiore Brut DOCG, Follador. 



Po przełamaniu pierwszych lodów, które to zajęło nam zaskakująco mało czasu, zasiedliśmy do stołu. My z zachwytem słuchaliśmy opowieści Andrzeja o jego interesującym hobby, polegającym na wygrywaniu aukcji charytatywnych, których to wygrał tyle, że na pewno pobił w ich ilości rekord na miarę księgi Guinessa. Chłopaki w rewanżu wypytywali o każdy, bez wyjątku składnik dania, które podawałam na stół, a M przejęty swoją rolą prezentował sylwetkę każdej butelki wina, skrupulatnie dobranej do jedzenia. 


Na początek schrupaliśmy moje popisowe grzanki z długo pieczonymi pomidorami. Starą recepturę udoskonaliłam odsączając ricottę z nadmiaru wody, dzięki czemu nie rozpływała się na ciepłych grzankach, stanowiąc idealne tło dla słodkich i esencjonalnych pomidorów. Do grzanek wypiliśmy południowoafrykański Sijnn White z winnicy De Trafford. Kupaż chenin blanc z viognier idealnie wpasował się w mój gust. Wino bardzo bogate w smaku idealnie równoważyło intensywność crostini, a wyczuwalny w końcówce aromat świezo uprażonego popkornu sprawił, że będę je chętnie wybierać do grillowanej ryby.


Na drugi ogień poszły przegrzebki subtelnie doprawione tonką z budyniowym puree z topinanburu, skontrastowane delikatnym veloute na bazie cydru. Do dania wypiliśmy wino, które prezydent Chile wozi ze sobą na wizyty dyplomatyczne, tj. nasze ukochane Amayna Sauvignon Blanc Barrel-fermented. Wina z etykietą Amayna zawsze trzymają poziom niezależnie od barwy czy szczepu, nie dziwi mnie wiec wybór głowy Chilijskiego państwa, ale powyższe Sauvignon Blanc warto spróbować choćby raz w życiu, szczególnie w doborowym towarzystwie i nie mam tu na myśli jedynie przegrzebków :).


Kolejnym daniem, które podsunęłam gościom pod nos były młode, zielone szparagi z plastycznym żółtkiem, którego idealną teksturę ćwiczyłam przez ostatni tydzień, zużywając przy tym hektolitry oliwy. Danie choć całkiem udane, powinnam była jednak podać zanim na stole pojawiły się przegrzebki, gdyż towarzyszący im południowoafrykański Gruner Veltliner nie dał rady po tresciwej Amaynie. Z przyjemnością przetestuję to połączenie raz jeszcze bo Gruner Veltliner to szczep dedykowany między innymi szparagom.


Kolejne danie wzbudziło bodaj najwiecej kontrowersji. Na talerzach pojawił się bowiem gołąb grzywacz ze smażonym foie gras oraz z konfiturą z rabarbaru i imbiru i sosem z piętnastoletniego octu z sherry. Mnie w kompozycji zabrakło tostowanej brioszki albo chociaż jej okruchów ale towarzyszącemu daniu Cormi IGT od słynnego włoskiego producenta Zenato z regionu Veneto nie brakowało już niczego. Kupaż winogron Corvina oraz Merlot daje wino zrównoważone i pełne, dla mnie idealnie pasujące do wyrazistego smaku dzikiego gołębia. 


Jako danie główne zjedliśmy jagnięcinę w dwóch odsłonach: konfitowaną łopatkę oraz różowy kotlet z kostką. Wszystko uzupełniły pieczone marchewki i chrupiące szparagi oraz dwudniowy, gęsty i esencjonalny, jagnięcy sos demi-glace. Wyrazisty smak jagnięciny świetnie uzupełniała bogata Rioja Reserva z dobrze nam znanej winnicy Muga. Starzoną w dębowych beczkach rioję uwielbiam za bogactwo owoców i wyraźnie wyczuwalne nuty przypraw i skóry, które kochają czerwone mięso. 



Ponieważ uwielbiam rabarbar, a jego połączenie z truskawkami i subtelną nutką kardamonu uważam za nad wyraz udane, właśnie taką kombinację podałam na deser, wzbudzając w moich gościach skojarzenia z domowym, maślanym ciastem z
rabarbarem. W lodówce specjalnie do deseru chłodziliśmy Domaine de Montlong Montbazilliac ale na degustację trunku, po sześciu godzinach biesiadowania, nie starczyło nam już siły :). 


Dziś już wiem, że za rok też wymyślę coś specjalnego. Może wystawię na licytacje voucher na piknik na Podhalu albo wykombinuję coś zupełnie szalonego. Spotkanie z chłopakami udowodniło mi, że warto robić takie rzeczy, że są wśród nas ludzie pozytywnie zakręceni i że można pomagać innym, spędzając przy tym niezapomniane chwile, które na długo zostaną w pamięci. To co, kto za rok licytuje? 

6 komentarzy:

  1. Sporo nazw jest mi nawet nieznana, ale ja jestem laikiem...
    Za to fotki sprawiły, że ślinka napłynęła ichętnie spróbowałabym tych dań. Dominiko, pyszności!
    A cel szczytny

    OdpowiedzUsuń
  2. Dominika jesteś WIELKA i myślę , że M tez jest WIELKI ! Zazdroszczę Waszym Gościom i sama włączam się w przyszłym roku do licytacji !

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie najbardziej podobał się... bukiet na stole! Zazdroszczę tych smaków, chyba macie nieźle wytrenowane kubki...😉 Fajnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bukiet dostałam od Andrzeja :D Piękny!

      Usuń
  4. Super pomysł! Faktycznie bukiet piękny, ale dania mu dorównują, nie wspominając o ich nazwach. Mam gigantyczne zaległości!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomysł rewelacja! Kolacja? Toż to była całodzienna uczta;-)

    OdpowiedzUsuń