19 sierpnia 2014

Pocztówka


Kiedy rano wstaję, rama okna zamyka w sobie jak obraz, ukochaną panoramę Tatr, od Giewontu po Kozi Wierch. 
W południe chmury schodzą niżej, zawisają na Przełęczy Między Kopami, powoli otulając szlak prowadzący na Halę Gąsienicową przez Boczań. Nie sposób już dojrzeć rozchwianych wagoników kolejki na Kasprowy. Chmurom opiera się jedynie bliski Nosal. 
Na próżno wyglądam słońca, zapiekając morele pod jaglaną kruszonką. 
Może jutro będzie pogodniej. Wyruszymy na szlak.

8 sierpnia 2014

Zamiast owsianki. Nocna gryczanka.

Do pomysłu zjedzenia kaszy gryczanej na surowo przymierzałam się od dłuższego czasu. Najpierw przeczytałam przepis, który zalecał surowe ziarna kaszy dodać do płatków owsianych, a następnie uprażyć je jak granolę. O ile sam pomysł prażenia surowych ziaren wydał mi się dosyć rozsądny, o tyle już kolejna receptura, by te same surowe ziarna zalać wodą i zmiksować wydała mi się już nad wyraz ekstrawagancka. Jak to jednak zwykle u mnie bywa ze zbyt ekstrawaganckimi recepturami, nigdy ale to nigdy nie udaje mi się przejść obok nich obojętnie. Zawsze zostawiają ślad w mojej pamięci, tak długo przypominając mi o sobie, że w końcu nie pozostaje mi nic innego jak zaaplikować sobie szczyptę tejże kiełkującej ekstrawagancji. 


Pewnego wieczora wyjęłam więc ze słoika kaszę gryczaną niepaloną, bez entuzjazmu zalałam ją ciepłą wodą z łyżką białego winnego i poszłam spać. Następnego poranka z powątpiewaniem w oczach przepłukałam zalane ziarna, przełożyłam do blendera, dolałam mleka kokosowego, trochę ekstraktu z wanilii, wrzuciłam brzoskwinię oraz garść malin i zmiksowałam wszystko na gęsty krem. Spróbowałam i przepadłam! Od tego czasu nocną gryczankę przygotowuję regularnie, eksperymentując z nią na tysiąc i jeden sposób. 


Nocna gryczanka z brzoskwiniami i malinami
4 małe porcje

100 g niepalonej kaszy gryczanej
1 łyżka białego octu winnego
1 szklanka mleka kokosowego
1 łyżka ekstraktu z wanilii (TU znajdziesz przepis na domowy ekstrakt)
1 duża brzoskwinia
1/2 szklanki malin + mrożone maliny do podania
1 łyżka miodu (opcjonalnie)

Kaszę zalać ciepłą wodą z octem i odstawić na noc. Następnego dnia dokładnie przepłukać i zmiksować z pozostałymi składnikami na gładki krem. Podawać z mrożonymi malinami.

6 sierpnia 2014

Prosta sałata z brzoskwinią i fenkułem


Ilekroć wychodzę na plac po główkę kalafiora, wracam obładowana pomidorami, brzoskwiniami, malinami, śliwkami, a ostatnio dorwałam nawet pierwsze hokkaido! Na całe szczęście mam dużo pracy i nie mogę sobie pozwolić poświęcanie spacerom po "Stawach" zbyt wiele cennego czasu. Plac staram się więc omijać z daleka, ale kiedy mieszka się tuż za rogiem, nie jest to proste. Szczególnie, kiedy zaprzyjaźniony Pan z sezonowego stoiska uśmiecha się przyjaźnie, szybko bowiem rozszyfrował moją słabość do pomidorów odmiany Bawole Serce, do najmniejszych cukinii, do miękkich moreli i soczystych brzoskwiń. Zakupów nigdy nie żałuję, marynuję morele, zapiekam pomidory, chrupię cukinie, a brzoskwinie wrzucam do prostej sałatki z fenkułem i ulubionymi oliwkami kalamata. 



Sałatka z brzoskwiń i fenkułu z bazyliowym pesto
2 porcje

2 małe brzoskwinie
1 bulwa fenkułu
garść listków bazylii
1 łyżka czarnych oliwek bez pestek (użyłam greckich oliwek kalamata)
1 łyżka klasycznego pesto genovese (wykorzystałam, gotowe, świeże pesto z Lidla)
2 łyżki oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
płatki parmezanu

Brzoskwinie i fenkuł pokroić na cienkie plasterki, rozłożyć na talerzu i skropić oliwą wymieszaną z pesto. Posypać połówkami oliwek, listkami bazylii i płatkami parmezanu. Doprawić świeżo zmielonym, czarnym pieprzem.

Smacznego!

3 sierpnia 2014

Mozzarella marynowana z ziołami


Mój miejski ogród jest coraz bujniejszy. Cynamonowa bazylia kwitnie jak szalona, oregano też zaczyna kusić blado fioletowymi kwiatami, szałwia rośnie w oczach, trzy odmiany mięty rozpychają się nawzajem w jednej donicy, estragon mimo upałów pręży zielone listki, a cząber nadzwyczaj dobrze sobie radzi, po tym jak M, pod moją nieobecność, zasuszył go prawie na wiór. Na szczęście część upraw przejęła na ten czas zaprzyjaźniona Dobra Dusza (Dziękuję Reniu!), pod której fachowym okiem hodowla z ziarenek przerodziła się w mój dzisiejszy ziołowy zakątek. Gdy pod koniec kwietnia wysiewałyśmy nasionka nawet nie marzyłam, że na balkonie będę mieć takie cuda!


Świeże zioła w kuchni to bezcenny skarb! A takie samodzielnie wyhodowane, wygrzane na słońcu i podlane deszczówką smakują wyjątkowo. Latem dodaję je do wszystkiego więc tym bardziej doceniam komfort posiadania ich pod ręką. Dzisiaj, na przykład, w ziołowej oliwie zamarynowałam mozzarellę z mleka bawolego. Słoik z porwanym serem, mnóstwem świeżych ziół, rozgniecionym ząbkiem czosnku zalałam dobrą oliwą z oliwek. Czasem wcześniej skrapiam mozzarellę kremem balsamicznym. Tak zamarynowany ser przechowuję w lodówce do dwóch tygodni, a przed skonsumowaniem zawsze wyjmuję go z lodówki, by nabrał temperatury otoczenia. Wtedy smakuje mi najbardziej. Do czego wykorzystuję marynowaną mozzarellę? Możliwości są nieograniczone, można rozłożyć ją na grzankach z pomidorami, dodać do szybkiego, letniego makaronu z cukinią, zapiec na pizzy albo po prostu połączyć z pomidorami w mniej tradycyjnej interpretacji sałatki caprese.