Pamiętam, że kiedy zaczynałam gotować po azjatycku, zdecydowanie nadużywałam przypraw. Nie rozumiałam i nie wyczuwałam subtelnej różnicy między łyżką a łyżeczką, no może z wyjątkiem chili. Wydawało mi się, że charakterystyczne dla Azji aromaty należy upychać w daniach do granic możliwości. Tak jakby tylko całe mnóstwo przypraw gwarantowało prawdziwie azjatyckie doznania. Na całe szczęście uczę się praktykując. Tak więc po każdej azjatyckiej podróży na nowo, z zapałem mieszam w woku, eksperymentując z kolejnymi potrawami, powoli odkrywając drobne subtelności i dopracowując swoje własne receptury popularnych azjatyckich dań. Dziś umiem usmażyć niezły makaron z chrupiącymi warzywami, przygotować świetne indyjskie curry, pyszną tajską Tom Kha, czy aromatycznego w sam raz butter chicken'a. Gotując i jedząc azjatyckie potrawy, przyprawione tyle ile trzeba, funduję sobie aromatyczną podróż, od której ciepło robi się w brzuchu. Podróż trzygodzinną, w sam raz na coraz dłuższe jesienne wieczory.
Butter chicken
3-4 porcje
MIĘSO I MARYNATA:
- 500-600 g mięsa kurczaka, bez kości i skóry, oczyszczone i pokrojone w 2 cm kawałki
- 120 ml gęstego jogurtu naturalnego
- 2 cm korzeń imbiru, starty
- 3 ząbki czosnku, starte
- 1 kopiasta łyżeczka garam masali
- 1/2 łyżeczki chili w proszku
- 1 łyżeczka kurkumy
- 1/2 łyżeczki soli
- sok z 1 limonki lub 1/2 cytryny
SOS:
- 3 łyżki klarowanego masła
- 1 drobno posiekana, duża cebula
- 2-3 papryczki, chili drobno posiekane
- 4 ząbki czosnku, starte na gładką pastę
- 2 cm korzeń imbiru, drobno starty
- 300 g puree z pomidorów (użyłam gęstej passaty pomidorowej)
- 1 łyżeczka garam masali
- 1 1/2 łyżeczki kolendry, utartej w moździerzu
- ziarna z 3 kapsułek kardamonu, starte w moździerzu
- 5-6 listków kozieradki (methi leaves)*
- pęczek kolendry do podania
- do podania chlebki naan, ryż dziki, brązowy lub inny oraz jogurt baturalny
PASTA ORZECHOWA (OPCJONALNIE):
- 1/4 szklanki namoczonych orzechów nerkowca zmiksowanych na pastę
Kurczaka zamarynować w jogurcie z przyprawami, odstawić na minimum 12 godzin (ja marynuję nawet całą dobę). Przed przyrządzaniem, wyjąć z lodówki na minimum 2 godziny. Na dużej patelni roztopić masło i zeszklić na nim cebulę i chili. Dodać pastę z imbiru i czosnku, podsmażać 2-3 minuty. Dodać oczyszczonego z grubsza z marynaty kurczaka i smażyć około 5 minut, aż mięso zacznie się ścinać. Dodać pomidory i przyprawy i gotować 15-20 minut. Mięso powinno dojść w sosie, który znacznie zgęstnieje. Na koniec wmieszać pastę orzechową (tym razem nie miałam nerkowców, więc dodałam łyżkę domowego masła orzechowego). Kurczaka podawać obficie posypanego kolendrą, z łyżką gęstego jogurtu. Do dania można podać ugotowany, ulubiony ryż, ryż jogurtowy lub chlebki naan.
Są dwie szkoły przygotowywania butter chicken. łatwiejsza w domowych warunkach, to ta podana powyżej. Oryginalnie zamarynowanego kurczaka piecze się w piecu tandoori, a potem miesza z gęstym, maślanym i aromatycznym sosem pomidorowym. Tak podawano to danie w jednej z najlepszych indyjskich knajp, jakie odwiedziłam (pisałam o niej TU).
* Mi w Polsce nie udało się dostać listków methi, natomiast niewątpliwie stanowią one ważny dodatek dania ze swym charakterystycznym, gorzkawym posmakiem.
