15 stycznia 2013

Witamy na Filipinach

Pierwsze oznaki lokalnej gościnności poznajemy już w samolocie, sąsiadka czestuje gumą do żucia. Po wylądowaniu z uśmiechem na twarzy wygłasza "Welcome to Phillipines" i daje kilka rad jak dojechać do Baguio.

Diosdao Macapagal International Airport. Witają nas promienie słońca. Jest "lokalnie". Rolę poczekalni przed halą odlotów pełni namiot. Na przeciwko wejscia straszą częściowo rozebrane wraki samolotów. Po multikulturowym, uporządkowanym Hongkongu ta lokalność sprawia, że w końcu czuję się jak Podróżnik.

Pierwszą trasę pokonujemy Jeepney'em. Wsród środków lokomocji niepodważalnie króluje Jeepney. Osławione napisy ukazują się naszym oczom w całej swej błyszczącej i kolorowej krasie. Większość z nich głosi, że "GOD/JESUS IS COOL". Azjatyckim otoczeniem karmimy póki co tylko oczy. Przepełniony dworzec, plątanina kabli, rożnobarwne, skrzeczące autobusy, KFC sprytnie wkomponowane w lokalne stragany...

Witamy na Filipinach!



P.S. And the singn said... Stosujemy się bez namysłu ;)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza