31 sierpnia 2013

Niewątpliwe zalety chłodnych wieczorów

Z żalem żegnałam sierpniowe upały, tak bardzo lubię lato. Ze smutkiem chowałam się w ciepłą bluzę przed pierwszym, wieczornym chłodem. Potrzebowałam trochę czasu, kilka chłodnych wieczorów, by ich zalety pomogły mi z akceptacją i spokojem pożegnać odchodzące lato. Jak miło będzie je powitać za kilka miesięcy. Przecież ostateczny rozrachunek wychodzi zdecydowanie na plus. Czekają mnie ulubione wrześniowe dni, mam nadzieję, że słoneczne. Czekają przetwory z ukochanych węgierek. Czekają winogrona i dużo, dużo dyni. Czekają chrupiące, soczyste jabłka, których brak, dzięki letnim owocom, łatwiej mi było znieść. Czekają kolacje o zmroku, w końcu z butelką czerwonego wina, które zastąpi, przypisane upałom wino białe, a którego kieliszek chłodnym wieczorem smakuje najlepiej. Do steka, na który przepis przedstawiam poniżej wypiliśmy rewelacyjne Reserva Sellection Especial Muga Rioja 2006. Wino wyjątkowe, złożone, długie i idealnie wyważone. Takie jak lubię, gdzie delikatny, jakby przydymiony owoc przechodzi w aromaty waniliowe, korzenne i skórzane. Smakuje od początku do końca. To takie wino które dla mnie jest już jednocześnie deserem, bo mam wrażenie, że bedzię smakowało nawet z kostką gorzkiej czekolady. Będzie wtedy tylko trochę bardziej taninowe. Kocham takie wina!

Wraz z wieczornym chłodem wrócił apetyt na treściwe potrawy, na mięso, fasolę, na soczysty stek. Inspirując się dawno przeczytaną relacją Ani z inauguracji kampanii "Trzy znaki smaku", klasyczny stek podałam z musem z świeżej fasoli, odmiany "Piękny Jaś". Podejrzewam, że Pani, od której kupuję fasolę na placu, nie hoduje jej w dolinie Dunajca, nie nadano jej więc żadnego certyfikatu. Niemniej jednak, jest to na pewno produkt sezonowy, lokalny, a przede wszystkim posiada niezwykłe właściwości smakowe. Szczególnie w postaci puree. 

Stek z musem przygotowanych z dużych, świeżo zebranych nasion fasoli przygotowywałam już trzy razy. Pierwszy raz nie wpadło mi do głowy, żeby do fasolowego puree dodać coś więcej niż szczyptę soli i śmietankę. Smak był obłędny sam w sobie. Całość uzupełniłam duszonymi na maśle liśćmi botwiny. Za drugim razem nie miałam śmietanki więc zastąpiłam ją mleczkiem kokosowym. Tak przygotowany mus podałam ze stekiem oraz z sałatką z pieczonej papryki pomidorowej, z tymiankiem i zredukowanym octem balsamicznym. Za trzecim odważyłam się doprawić mus skórką i sokiem z cytryny. Za każdym razem efekt był genialny. Aktualnie jestem w stanie, w którym nie wyobrażam sobie polędwicy wołowej w "jakimś" sosie. Mus z fasoli wygrywa u mnie w tym połączeniu już w przedbiegach. 

Dziś podam przepis na kompozycję numer dwa, bo z pierwszą, na podstawie powyższego opisu poradzi sobie każdy, nawet mało doświadczony amator wołowiny. Natomiast kompozycja numer trzy zdecydowanie zasługuje na oddzielny wpis.



Stek z polędwicy wołowej, kokosowy mus z fasoli, pieczona papryka z tymiankiem i kremem balsamiczym
  • dwa steki z polędwicy wołowej (150-200 g każdy)
  • 2 łyżki oleju rzepakowego z pierwszego tłoczenia
  • 3/4 szklanki ugotowanej na miękko i obranej z łupinek fasoli (odmiany wrzawska lub Piękny Jaś)
  • pół szklanki mleczka kokosowego
  • 2 średnie papryki pomidorowe (można zastąpić zwykłą papryką czerwoną, ale rekomenduję pomidorowe, ze względu na ich intensywny smak)
  • 1 łyżka listków świeżego tymianku
  • 1 łyżka oliwy 
  • 1/4 szklanki octu balsamicznego 
  • 1 łyżeczka brązowego cukru
  • sól
  • świeżo mielony czarny pieprz
Steki wyjąć z lodówki minimum godzinę przed smażeniem (muszą być w pokojowej temperaturze). Paprykę umyć, oczyścić z gniazd nasiennych i upiec, aż skórka stanie się czarna. Zaparzyć ją w zamkniętym naczyniu lub w foliowej torbie, a następnie, gdy lekko przestygnie obrać ze skóry i pociąć w paski. Ocet balsamiczy zredukować z cukrem na gęsty krem. Paseczki papryki wymieszać z tymiankiem i przygotowanym kremem. Steki obsypać obficie świeżym pieprzem. Smażyć je na rozgrzanym oleju rzepakowym do odpowiedniego stopnia wysmażenia. Fasolę zmiksować z mlekiem kokosowym i szczyptą soli na gładki mus, można dodać trochę wody, bo mus będzie dosyć gęsty. Podgrzać na średnim ogniu. Stek podawać na puree z fasoli, z ułożoną obok sałatką z pieczonej papryki. Koniecznie z kieliszkiem dobrego, czerwonego wina. Polecam hiszpańską Rioję, dojrzałe wina z regionu Ribera del Duero lub południowo-afrykańskiego shiraza.

Na koniec fotografia pierwszej kompozycji fasolowo-botwinkowej.

30 sierpnia 2013

Mleczarnia na bezdrożach

Mleko, które moja mama przynosi od Pani Pankowej jest boskie. Tyle śmietany nie wyprodukowało mi się jeszcze nigdy! I jeszcze na dodatek wyprodukowało się samo. Dlatego kocham mleko od krowy, nic nie trzeba z nim robić, a śmietana i kwaśne mleko są gotowe w jeden dzień. Śmietana jest cudowna, gęsta i kremowa. Ma budyniowy kolor. A idealnie białe zsiadłe mleko, które przykrywa, można kroić nożem. Nie mogę się oderwać!

29 sierpnia 2013

Najzdrowsze śniadanie świata. Granola mocno czekoladowa.

Przepisów na granolę wypróbowałam całe mnóstwo. Robiłam granolę wyłącznie z ziarnami i taką mocno orzechową. Wykorzystywałam do jej produkcji olej sezamowy i oliwę, sok jabłkowy, miód i brązowy cukier lub karmel. Gdy doszłam do wprawy nauczyłam się przygotowywać ekspresową granolę z patelni, na maśle (taką jak TU). Ostatnio zainspirowana TYM przepisem postanowiłam upiec sobie całe pudło granoli czekoladowej. Ekstremalnie czekoladowej dodam. 

Do oryginalnej receptury sypnęłam zdecydowanie więcej kakao, którego intensywność dodatkowo podkreśla powolne pieczenie. Poza ulubionymi płatkami owsianymi górskimi, wykorzystałam też całą paczkę migdałów oraz sporo siemienia lnianego, które mocno zyskuje, gdy je lekko podprażyć. Słodyczy całości dodaje miód, a subtelny aromat oleju kokosowego zupełnie mi wystarczył i zrezygnowałam już z wiórków. W trakcie pieczenia granoli niestety nie można oddać się jakiemuś pozadomowemu zajęciu, ponieważ koniecznie trzeba ją w tym czasie kilkakrotnie przemieszać, żeby się nie przypaliła. 

Gdy ostygnie wygląda bajecznie. Smakuje jeszcze lepiej, szczególnie w towarzystwie jogurtu i malin lub prażonych bananów w miodzie. Śniadaniowym łasuchom, mogę dodatkowo zasugerować, wkrojenie sobie do takiego śniadania dwóch kostek gorzkiej czekolady, gdyby dawka magnezu z migdałów i kakao okazała się niewystarczająca. Czyż nie jest to sposób na najzdrowsze śniadanie świata?


Czekoladowa granola, słodzona miodem
  • 250 g płatków owsianych górskich
  • 200 g migdałów
  • 1/2 szklanki siemienia lnianego
  • 1/2 szklanki ziaren słonecznika
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 szklanki kakao
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • 3 łyżki miodu
  • 1/3 szklanki roztopionego oleju kokosowego
Wymieszać suche składniki (razem z kakao). Wymieszać miód z ekstraktem i olejem kokosowym. Mieszanką zalać sypkie składniki i dokładnie wymieszać. Przełożyć do formy wyłożonej papierem do pieczenia (piekłam w tortownicy).  Piec 40-50 minut, w piekarniku rozgrzanym do 160ºC, mieszając co 15- 20 minut by granola nie przywarła do dna oraz pilnując, by się nie przypaliła.

26 sierpnia 2013

Mam Cię, zjem Cię! Dynia.

Sezon dyniowy rozpoczął się na całego. Jestem cała w skowronkach! Z każdych zakupów wracam z dynią pod pachą. Piękne hokkaido czeka już na swoją kolej, by trafić do piekarnika, w lodówce marynują się upieczone plastry. Co prawda kilka dorodnych okazów dorwałam już wcześniej. Niestety nie doczekały się uwiecznienia na fotografii. Lądowały głównie w zupie, w curry lub w sałacie, które to znikały w mgnieniu oka. Dopiero niedawno udało mi się pomyślnie sfotografować sałatkę z dynią w roli głównej. Czym prędzej dzielę się przepisem. 

Sałatek z dynią robię co niemiara. Co niemiara też kombinuję. Trzymam się tylko jednej zasady. Dynię w tym celu zawsze piekę, a sałatkowe towarzystwo dobieram jej dosyć charakterne. Dynia lubi mocne smaki, które doskonale łagodzi i wyważa. Kocha więc rukolę, figi, krem balsamiczny i parmezan. Kozi ser wręcz ubóstwia, a z gorgonzolą, w kremowej zupie, tworzy związek idealny, że nie wspomnę jak działa na nią poczciwy gruyere. Dynia świetnie też znosi pikantne relacje z chili, rozkwita w nich zdecydowanie i staje się bogatsza i dopełniona. Nie szczędzę jej więc dobrego towarzystwa, za którym przepada. Wiem, że to ja na tych dyniowych zawiązkach skorzystam najbardziej.

W takim towarzystwie dynia aż prosi się o kieliszek wina, zdecydowanie czerwonego. Idealne na pierwsze, chłodniejsze, pachnące jesienią wieczory. Wino raczej młode, lekko kwasowe, proste. My z przyjemnością wypiliśmy do sałatki młode, greckie Cabernet Sauvignon. Sztuka doboru wina wychodzi nam coraz lepiej. 



Sałata z pieczona dynią , suszonymi pomidorami, pikantnym włoskim salami i serkiem kozim
  • rukola (po garści na porcję)
  • plastry dyni (po 3-4 plastry na porcję, u mnie hokkaido)
  • plastry pikantnego włoskiego salami (po 3-4 plastry na porcję,u mnie salame napoli)
  • suszone pomidory, pokrojone w paseczki (po 3 na porcję)
  • kozi ser ( po 1/3 krążka rolady koziej na porcję)
  • prażone ziarna słonecznika
  • oliwa z oliwek (5 łyżek do sosu oraz 3 łyżki do posmarowania dyni)
  • sok z połowy pomarańczy
  • 1 łyżeczka miodu
  • świeżo mielony czarny pieprz
Plastry dyni posmarować oliwą, zmieszaną z pieprzem i solą. piec 30 minut w piekarniku rozgrzanym do 200ºC. Przygotować sos z oliwy, miodu i soku z pomarańczy. Doprawić go zmielonym pieprzem. Na talerzu ułożyć porcję rukoli, posypać ją plastrami pomidorów. Wyłożyć plastry dyni i plasterki salami. Całość polać sosem, posypać prażonymi ziarnami słonecznika. Na wierzchu skruszyć kozi ser.