2 lipca 2013

Dzienniki motocyklowe. Minibrowar HAUST.

Weekendowa wyprawę motocyklem przez zachodnią Polskę, pechowo rozpoczętą w ubiegłym tygodniu, szczęśliwie udało nam się zakończyć na sucho. Zostawiony w Legnicy sprzęt po małej awarii, odebraliśmy w piątek, by kontynuować wyprawę zgodnie z wcześniejszymi planami. Lubię te nasze motocyklowe wyprawy, choć zważając na kaprysy pogody, z komfortem podróży bywa różnie. Wracając pociągiem z Legnicy tydzień temu, na samą myśl o ulewnej powtórce z wyprawy do Wrocławia, ogarniał mnie nerwowy chichot. Tym bardziej docenialiśmy z M każdą bezdeszczową godzinę minionego weekendu. 

Pierwszy raz zobaczyłam więc Szczecin, Gorzów i Zieloną Górę. Ze względu na napięty harmonogram poruszaliśmy się głównie drogami szybkiego ruchu, o malowniczych widoczkach nie było więc mowy. Przy prędkości powyżej pewnej granicy machanie głową na wszystkie strony jest dosyć utrudnione i zdecydowanie niewskazane z oczywistych względów. Mimo to zdołałam zapałać miłością do poniemieckich gospodarstw z czerwonej cegły, z kwitnącymi lipami przy drodze i hektarowym sadem za domem. Za sprawą maciejki, rosnącej niemal w każdym ogródku, zaliczyłam aromatyczny powrót w czasy beztroski. No i wypiłam najlepsze piwo swego życia. W zielonogórskim minibrowarze o wiele mówiącej nazwie HAUST (KLIK).

Wypróbowaliśmy z M wszystkie dostępne wersje, jednogłośnie przyznając wygraną piwu Red AIPA. I choć nie mam zielonego pojęcia o technikach warzenia piwa, nie umiem też wyczuć w nim subtelnych niuansów, to wybrany płyn o pięknej bursztynowo- malinowej barwie i wyjątkowym owocowym aromacie, z wyraźną goryczką zarazem, smakował mi wyjątkowo. Polecam wszystkim piwoszom i nie piwoszom też. Piwo poza Zieloną Górą można wypić w kilku miejscach w stolicy, we Wrocławiu i w Poznaniu. Na prawdę warto!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza